Czy Adam Bodnar przystanie na „pakt senacki” w jakimś sensie doń dołączając? Rzecz jest skomplikowana.

Adam Bodnar potwierdził start do Senatu

W kilku medialnych wypowiedziach. Bardzo lakonicznie. Pierwsza uzyskała potwierdzenie Magdalena Rigamonti dla Onetu. Co charakterystyczne, zapytała Bodnara o poparcie partyjne – jakby bez tego się nie dało – natomiast nie zapytała, czy będzie kandydatem tych wszystkich organizacji obywatelskich, które wysuwały go na urząd RPO w ramach akcji #NaszRzecznik. No, o organizacje obywatelskie dziennikarzom nie przychodzi do głowy pytać…

Kandydatura Adama Bodnara ma oczywiście swoją wagę i jest ona znacznie cięższa od mojej. Choćby właśnie dlatego, że telefon od niego – a o to mniej więcej pytała Rigamonti – np. Donald Tusk odbierze zawsze, podczas gdy telefony ode mnie zrzucają konsekwentnie wszyscy znacznie pomniejsi politycy PO… Telefonów na linii Tusk–Bodnar nie było. Ani a linii Bodnar–Hołownia. Adam Bodnar podkreślił bardzo stanowczo, że chce być kandydatem niezależnym, jak senator Krzysztof Kwiatkowski.

To cieszy bardzo. Przyznam, że na tę kandydaturę czekałem. Uważałem i uważam, że Adam Bodnar mógłby i nadal może być „game-changerem”, gdy idzie o „Obywatelski Senat”, cokolwiek dokładnie miałoby to znaczyć. Jakie są na to szanse? To mnie interesuje najbardziej, ale odpowiedzi – trzeba powiedzieć wyraźnie – tu wciąż nie ma.

Bodnar nie chce i nie wystąpi jako kandydat partyjny – co do tego nie da się mieć wątpliwości – i jeśli się trochę o nim wie, i jeśli się zna jego działalność Rzecznika, i jeśli się słucha, co o własnym kandydowaniu mówi. Charakterystyczny jest przykład Krzysztofa Kwiatkowskiego, który Bodnarowi „imponuje swoją niezależnością”. Wypada przypomnieć z tej okazji, że Krzysztof Kwiatkowski wystartował w wyborach 2019 roku przeciw „paktowi senackiemu”, w którym 24. okręg w Łodzi przypadł kandydatce SLD, Małgorzacie Niewiadomskiej-Cudak. Z wynikiem 26,43% głosów kandydatka „paktu” zajęła ostatnie miejsce. Kwiatkowski, uzyskując 38,09% wyprzedził kandydującego z PiS Marka Markiewicza o 2,5% głosów. Jego start oznaczał zatem realne ryzyko porażki w wyniku rozbicia głosów, w odróżnieniu np. od mojego, skoro kandydat PiS w Warszawie nie mógł liczyć na więcej niż 30%. Tę historię Adam Bodnar zna, powołując się na wzór Kwiatkowskiego.

Czy więc Bodnar przystanie na „pakt senacki” w jakimś sensie doń dołączając? Rzecz jest skomplikowana. Jeśli wskaże okręg, z którego startuje, żadna z partii nie wystawi tam własnego kandydata – tego należałoby oczekiwać, tego się sam spodziewam i sądzę, że liczy na to również sam Bodnar. Nie wyobrażam też sobie np. siebie w charakterze alternatywy wobec akurat niego – choćby w jakimś najłagodniejszym prawyborczym wariancie – choć bardzo zdecydowanie chcę, by o tym, kto będzie wspólnym senackim kandydatem demokratycznej opozycji zdecydowały publiczne wysłuchania i głos wyborców wyrażony na jeden z wielu możliwych sposobów – od otwartych prawyborów, poprzez panel obywatelski lub jakkolwiek sensownie dobrane „kolegium elektorskie”, po zwykłe sondaże poparcia po debatach. Adam Bodnar, któremu partie po prostu „oddadzą miejsce” zgodnie z dotychczasową logiką „paktu senackiego”, byłby tu sukcesem mniejszym niż wskazuje na to jego wielki format i znaczenie. Mówiąc wprost, byłoby to w sporym stopniu zmarnowanie jego ogromnego potencjału.

Charakterystyczne jest w tym kontekście milczenie – nie tylko Magdaleny Rigamonti, ale i samego Adama Bodnara – o organizacjach obywatelskich, z których się wywodzi i w których ma ogromne zaplecze. O nich on sam nie wspomniał również. Co to znaczy? Niestety prawdopodobnie właśnie rachubę, że reakcją partii na jego zapowiedź startu będzie niewystawienie innego kandydata, czyli swoiste dołączenie do „paktu senackiego” na jego dotychczasowych warunkach. Podobnie jednak, jak nie umiem sobie wyobrazić Adama Bodnara przyjmującego poparcie np. Donalda Tuska, tak jeszcze mniej widzę go występującego przeciw debacie wyłaniającej właściwych kandydatów wspólnych. Jak będzie, zobaczymy. Na starcie kandydatura Adama Bodnara zmienia bardzo wiele. I bardzo cieszy. Oczywiście – jakkolwiek to dziwne w tej sytuacji – serdecznie kibicuję Bodnarowi. I oczywiście za nic nie chciałbym stawać z nim do konkurencji. Czy to będzie możliwe?

Musi być. Robi się ciekawie.

3 Responses

  1. Cenie i wręcz podziwiam b. rzecznika praw obywatelskich p. Bodnara za jego wiedzę prawnicza, spokój i kulturę wypowiedzi w mediach. A p. Pawła Kasprzaka szanuje za wytrwałość w walce o prawa obywatelskie na ulicy i różne akcje nieposłuszeństwa wobec pis. Obu panów widzę w Senacie, jak najbardziej. Na pana Pawła Kasprzaka zreszta głosowałam w wyborach roku 2019, niewiele brakowało aby się udało 🙂 Życzę powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mój blamaż. Nie wystarczy mieć rację

W Sejmie przewaga. Trzeba będzie Konfederacji do przełamania weta Dudy. Senat — wbrew moim własnym prognozom — wygrywamy miażdżąco dzięki niebywałej frekwencyjnej mobilizacji. Moja kandydatura – nieporozumienie.

Czytaj»

Debata?

Debata w TVP była niezwykle interesującym studium upadku. Wielowymiarowego. Ale być może również upadku PiS.

Czytaj»

Obywatelskie Jedynki

Obywatelskie Jedynki to dziś 13 osób kandydujących w różnych okręgach z różnych list w całej Polsce. Inicjatywa jest otwarta.

Czytaj»

Nie policzymy się…

Strona “policzmy się” dotarła do niecałych 2,5 tys. osób. A miała dotrzeć do 250 tys., żeby akcja miała sens.

Czytaj»