Nic innego jak płot i push-backi powodują, że granicę z Białorusią mamy dziurawą jak sito.

Oskarżam…!

Nasza totalitarna gotowość

Powszechne, jak się zdaje, przeświadczenie, że albo push-back, albo wpuszczamy wszystkich, jest fałszem. Propagandą. W rzeczywistości jest niemal dokładnie na odwrót. Nietrudną refleksję o tym dedykuję – bez wielkiej jednak nadziei – stojącym murem za Tuskiem i wobec tego także murem za polskim mundurem. Przeżywającym tragedię zabitego na granicy żołnierza (sam ją przeżywam, jest kolejną ofiarą granicy) chcę przypomnieć o kilkudziesięciu innych tragediach potwierdzonych śmierci na tej samej granicy i o znacznie większej liczbie śmierci niepotwierdzonych, statystycznie dziś ujmowanych jako wymuszone zaginięcia. O ile może być coś straszniejszego niż zamęczanie na śmierć niewinnych ludzi, to są tym dwie rzeczy: rzeczywista skala problemu pozwalająca na każde cywilizowane rozwiązania i powszechna, społeczna zgoda na najskrajniejsze, tępe w bezmyślnym okrucieństwie bezprawie.

Nic innego jak płot i push-backi powodują, że granicę z Białorusią mamy dziurawą jak sito. Wyłączmy na chwilę podstawowe wartości i przyjrzyjmy się tej tragedii od strony praktycznych skutków. Wszyscy ludzie „zawróceni i odstawieni na granicę” (albo na bagna, trzeba jednak dodać koniecznie) – jeśli tylko przeżyją ten koszmar i towarzyszące mu tortury – wracają i próbują ponownie. W zasadzie przecież żadnego innego wyjścia nie mają. Próbują do skutku. Na wszelkie sposoby. Być może także w różnym stopniu przemocowe – tego dobrze nie wiemy, mamy mało potwierdzonych danych, a tylko mnóstwo PR-owych wrzasków. Jakie by to nie były sposoby, dobrze ponad tysiąc z tych osób dociera do Niemiec każdego miesiąca, jak to czasem czytamy w raportach stamtąd. Ta liczba jest prawdopodobnie wielokrotnie większa, jeśli uwzględnić inne kraje docelowe (Skandynawia) oraz tych, których również Niemcom nie udaje się ustalić. Co być może ważniejsze z „taktycznego” punktu widzenia – nie wiemy, kim są ci ludzie, bo ich nie rejestrujemy, albo robimy to niedbale w pośpiechu, nie wiemy, dokąd zmierzają i nie wiemy, ilu ich jest. Tej granicy kompletnie nie kontrolujemy. Nie taki jest rzeczywisty cel tej operacji. Nasi przywódcy wyłącznie prężą muskuły. Liczą na „efekt flagi” w obliczu zagrożenia, które rozdmuchują na niebotyczną skalę, wzmagając społeczną histerię i powodując konflikty.

Być może pozytywnym efektem tej polityki byłoby przekonanie Putina z Łukaszenką, że na „efekcie flagi” korzystają tym razem nie ich ulubieńcy ze skrajnej prawicy, ale ich zdeklarowani wrogowie – ale liczyć na taki skutek byłoby kalkulacją skrajnie naiwną. Przy tym, przepraszam, skutek dla nas, Polaków, jest taki, że nasz własny kraj pod wybranymi przez nas rządami upodabnia się właśnie do Białorusi. Zapowiadając utworzenie „strefy buforowej” rząd Tuska zrobił już wszystko, co było możliwe, by pokazać wszystkim, że dotychczasową politykę pisowskiego bezprawia kontynuuje co do joty. Ona się wciąż opiera na tym samym rozporządzeniu wywózkowym Kamińskiego, o którym wszyscy mówiliśmy (politycy też i to gromko), że jest skrajnie nieludzkim bezprawiem. Strefę zaś chce się wprowadzić w oparciu o pisowską nowelę ustawy o ochronie granic, przeciw której również głosowali wszyscy – bo jest niekonstytucyjna, bo próbuje obejść konstytucyjne przepisy o stanach wyjątkowych, bo jest niezgodna z prawem międzynarodowym i skrajnie nieludzka. Nic nie dorówna konferencji ministrów PiS o zoofilii nacierających na nas „hord”, ale słowa skierowane ostatnio do służb na pograniczu, zapewniające wsparcie państwa (a zatem bezkarność) dla funkcjonariuszy „wykorzystujących wszelkie możliwości, którymi dysponują” są rozwinięciem pisowskiej polityki na skalę w czasach rządów PiS jednak nieznaną.

Hybrydowa wojna jest faktem, ale póki co „w obrocie” na granicy Łukaszenka ma kilka tysięcy ludzi. Wśród raportowanych przez SG setkach „odesłanych” pojawiają się przecież wciąż ci sami ludzie. W raportach organizacji, które usiłują ich ratować, w zasadzie nie zdarzają się tacy, którzy nie przeszliby już kilku wywózek. Rozdmuchiwane w mediach przypadki gwałtownej przemocy – łącznie z tym fatalnym, zakończonym śmiercią żołnierza – w rzeczywistości są co do skali nieporównanie mniejsze od kibolskich zadym, które bywały w Polsce normą, wciąż nam towarzyszą i które pomimo ran wśród policjantów nie powodują ogłaszania żadnych stanów wyjątkowych, wyroków bez sądów i instalowania pól minowych. Powszechne przekonanie, że na miejsce każdego wpuszczonego przyjadą tysiące następnych, jest również propagandowym fałszem, bo co to znaczy „wpuszczony”? Ten, który przedostał się do Niemiec, czy może ten, którego zgodnie z prawem zatrzymalibyśmy w ośrodku recepcyjnym?

Migracyjny Armagedon dotyczy krajów śródziemnomorskich. Ale np. na Lampeduzie, w bardzo skrajnej sytuacji, niewyobrażalnej z polskiego punktu widzenia, nikt nie spycha tych ludzi bosakami do morza, nie skazuje ich na utonięcie, nikt tam nie zamyka żadnych stref buforowych, nie blokuje dostępu aktywistom niosącym pomoc i raportującym każdą nieprawidłowość. Na białoruskim pograniczu szczęśliwie nie ma morza, ale są bagna i rzeczki – w nich ludzie toną, owszem.

Ośrodki recepcyjne, w których przeprowadza się weryfikację zatrzymanych ludzi przekraczających granicę, odbiera się od nich dokumenty i przyjmuje wnioski azylowe od 70% z nich, którzy chcą to zrobić, rozpatrując je choćby w skróconych procedurach i wydając, owszem, również decyzję o deportacjach, kosztowałyby raczej mniej, a nie więcej niż ów płot (zapewniający m.in. bezkarność zabójcy żołnierza) i spełniałyby postulat kontroli sytuacji na granicy. Gdybyśmy nie dawali rady, mamy do dyspozycji Frontex i unijne środki w ramach polityki relokacyjnej – tej samej, przeciw której premier Tusk głosował solidarnie z premierem Orbanem.

Oskarżam więc ten rząd, nasz rząd – wybrany wielkim społecznym wysiłkiem i obdarzony niesłychanym zaufaniem – rząd, w którym pokładaliśmy tak wielkie nadzieje – oskarżam go o to, że cynicznie, z pełną premedytacją stosuje najokrutniejsze bezprawie, że odpowiada za śmierć wielu niewinnych ludzi oraz za śmierć zmarłego niedawno żołnierza. Oskarżam go również o kłamliwą i cyniczną propagandę, która w celu utrzymania i rozszerzenia politycznego poparcia wzmaga społeczną histerię, nienawiść, podziały i wreszcie rasizm oraz pogardę dla ludzkiego życia i godności. Oskarżam go również o to, że wbrew własnym deklaracjom w rzeczywistości pomaga osiągnąć cel Łukaszence i Putinowi, bo owa „destabilizacja” państw zaatakowanych hybrydowo właśnie na tym polega: na chaosie, bezprawiu, histerii i wewnętrznych konfliktach. Oskarżam go wreszcie o to, że rzeczywiste zagrożenie spadnie na nas nieprzygotowanych, podzielonych i bezbronnych, bo nie dzieje się nic, co polską granicę rzeczywiście wzmacnia.

Ale to nie koniec tej mocno żałobnej litanii. Społeczne zaplecze tej władzy, udzielając jej wciąż poparcia i zaciekle potępiając kontestatorów ujawnia własną gotowość na zło – byle tylko służyło „naszym”. Skala tej gotowości jest porażająca. To jest gotowość totalitarna – jakąkolwiek barwę ten totalitaryzm ma lub będzie miał.

Tę gotowość widziałem od dawna. W okresie pięciu minut własnej „mołojeckiej sławy” jeździłem po Polsce, spotykając się z ludźmi. Żadna to reprezentatywna próba – to ludzie, którzy z jakichś powodów zjawiali się na spotkaniach Obywateli RP. Rozdałem wtedy kilka tysięcy ankiet. Pytałem w nich o wartości i postulaty najważniejsze dla ówczesnego demokratycznego ruchu. Odpowiedzi dostałem „po Bożemu”. Konstytucja, praworządność, niezawisłość sądów, prawa człowieka, prawa kobiet, a jakże. Mniej chętnie, ale również często wskazywano rzeczy takie jak polityka socjalna, czy z drugiej strony wolność gospodarczą. Kilka pytań dalej zapytałem z kolei, z którego z tych postulatów byliby skłonni zrezygnować, by demokraci zdobyli władzę i zdołali ją utrzymać – podając w punktach te same rzeczy, nieco tylko inaczej sformułowane. Do listy dopisałem zgodę na wykonywanie kary śmierci. Otóż zgodzilibyśmy się na wszystko. Wbrew cieniom mojej własnej nadziei, w odpowiedziach nie było śladu skłonności do poświęcenia spraw „mniej ważnych” z aksjologicznego punktu widzenia – więc np. wolności gospodarczej, czy opieki społecznej państwa. Na wykonywanie kary śmierci godzono się równie często, jak na rezygnację z wolności gospodarczej i polityki społecznej. Równie często rezygnowano z praw człowieka, praworządności itd.

Więc zawsze wiedziałem, jak jest. Ale co innego wiedzieć, co innego zobaczyć tak namacalnie i w tak skrajnej sytuacji. Może po wyborach Tusk złagodzi retorykę. Może strefy buforowej w efekcie wszystkiego nie będzie. Ale zło już się stało. Nie tylko zamęczyliśmy na śmierć tłum niewinnych ludzi, ale z zapałem okrzyknęliśmy własną gotowość na wszelkie zło. I również na tyranię. Byle tylko naszą.

Polska stała się wrogim krajem nie tylko dla ofiar granicy, ale również dla mnie. Jej obywatela. Nie jest Ojczyzną, którą pokochałem i w której chciałbym żyć. Zastanawiam się wciąż, czy jest światem, z którym chcę mieć jakikolwiek związek. Ani komuna i uciążliwie wówczas odczuwalny powszechny oportunizm, ani PiS niedawno nie zdołały tego u mnie spowodować. Dopadło mnie teraz. Takich jak ja jest jeszcze trochę. Ale jesteśmy garstką niszowych kontestatorów. Teraz już potępianą powszechnie. Bluzganą i tarmoszoną fizycznie dokładnie tak, jak nas bluzgali i tarmosili smoleńscy wyznawcy.

Napisałem w tytule „Oskarżam!”, bezczelnie powołując się na Zolę i jego tak zatytułowany manifest w sprawie Dreyfusa i francuskiego antysemityzmu. Tak, to jest właśnie taka sytuacja. I podobną grozę zapowiada. W tytule „Oskarżam!” nie ma cienia przesady. Zola pisał w emocjach. Ja nie.

11 Responses

  1. Zgadzam się z Twoimi słowami, jednak widocznie należę do ludzi, którzy są niepoprawnymi optymistami. Masz rację, że nie ma naszej zgody na ślepą przemoc na granicy. Masz rację, że ten “nasz rząd” został ustanowiony wielkim wysiłkiem demokratycznej strony naszego społeczeństwa. Pogłębianie bezprawia na granicy stosując pisowskie zarządzenia i ustawy łamiące konstytucję nie ma naszego poparcia, a wręcz budzi odrazę.
    Mam natomiast słowa usprawiedliwienia dla takiej postawy “naszego rządu”.
    PiS zabetonował wiele spraw, na które urzędujący prezydent ma wpływ i nie pozwoli zmienić niczego, co poprawiałoby sytuację w Polsce i przywracało praworządność. Potrzebujemy czasu, żeby zmienić bezprawie w prawdziwą praworządność.
    Obecnie jesteśmy na ostatniej prostej w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. W tej sytuacji bicie w Tuska jak w bęben nie umocni naszej delegacji wysłanej do Europy, bo atak na Tuska wpisuje się w populistyczną, kłamliwą, propagandę kremla i PiS.
    Wytykanie “błędów” obecnemu rządowi działa na rzecz Putina. Polacy i populiści w innych krajach Europy są skłonni wysłać do Parlamentu Europejskiego swoich złodziei i populistów, zwolenników putinowskiego zamordyzmu.

    1. Zgadza się, to wciąż ten sam dylemat. Ja pojadę głosować. Piszę “pojadę”, bo trudno jest znaleźć kogoś, na kogo głos da się dziś odcać z czystym sumieniem. Nawet jeśli ktoś taki istnieje na listach KO, ryzykuję popieraniem Tuska, który postawił właśnie kropkę nad i: nie ma niczego przed czym by się cofnął w imię wyborczych kalkulacji — zresztą błędnych, bo na takiej polityce na granicy da się tylko stracić. Póki co wygląda na to, że będę się musiał przejechać.

      Ale zauważ rzecz kolejną. W tej pułapce tkwimy już od bardzo wielu lat. To poroblem starszy niż zwycięstwo PiS w 2015. Skutek jest taki, że “nasi politycy” świetnie wiedzą, że cokolwiek zrobią i czegokolwiek zaniechają, nasze głosy mieć będą i tak. POpatrz jak to działa. Bili na stojąco brawa “obrońcom granic” — dlaczego. Być może jest wśród nich kilku aż tak nierozgarniętych, żeby to robić to szczerze. Stojąc, wyjąc i bijąc brawo wiedzieli, że żadnych kosztów z naszej strony nie poniosą. Liczyli za to — ten ich kretynizm jest niestety faktem — że przekonają wyborców PiS, że sami polski mundur i granice szczerze cenią, że nie są zdrajcami. Prawdopodobnie rzeczywiście nie znają skali nienawiści do siebie i nie widzą tego, co dobrze widać w badaniach i wynikach wyborów: taki “spryt” jest daremny, nikogo nie nabiorą. Efektem mogą być wyłącznie straty po naszej stronie.

      I teraz — jak długo można brnąć wzdłuż tej ścieżki. Dobra, wygrali dla nas te wybory. Ale z lotu ptaka patrząc widać trend coraz gorszy. Każde wahnięcie wahadła jest coraz głębsze, coraz większe katastrofy przynosi, coraz w nich jest więcej przemocy. Co zrobi PiS lub inna prawica, kiedy znów wygra? Ja się boję myśleć. A póki co wystarczy mi patrzenia na to, co robią nasi, bo mimo, że się zawziąłem wytrzymać wszystko, przekroczenia tych granic wytrzymać nie umiem.

      Jest dla mnie oczywiste, że tę władzę — władzę Tuska powinniśmy chcieć zmienić. Na jaką i jak to zrobić — nie mam pojęcia. Wszelkie próby — np. prawybory, bo własnego kandydowania tu nie liczę — przegrałem. Nie tylko o to mi chodzi, że nic w tych rzeczy nie wyszło. Chodzi mi o to, że niemal nikt ich nie chciał. Więc mogę tylko publicznie pomstować i jeździć po Polsce w poszukiwaniu uczciwego polityka. Zanim stwierdzę ostatecznie, że to nie mój kraj i niczego z nim wspólnego mieć nie chcę. Że w Polsce ludzie po prostu chcą tego, co mają — i to z obu stron tej wojny, która już nie wiem, czego właściwie dotyczy. Masz rację — przegrana Tuska byłaby na rękę Putinowi. I masz rację — alternatywy nie ma.

      1. To może czas zakończyć ten chocholi taniec który pomaga pisowskim nominatom a nie nam którzy nie dla profitów a dla uzdrowienia tego co oni popsuli,zniszczyli – spotykali się w słońcu,deszczu,mrozie ,jeżdzili na demonstracje przeciw byłej władzy do Warszawy czy innych miast i głośno pokazywali brak zgody na ich dictum!!! Robi Pan wrogą robotę od długiego czasu,nie pomaga a zasiewa wątpliwości w nas -tych co chcieli innej,uczciwej i prawej władzy!! I którzy wywalczyli tę zmianę,tylko żeby to można było odczuć potrzebny jest CZAS -aby ta władza mogła to bagno oczyścić. A czas na rozliczenie przyjdzie. Łatwo przychodzi Panu krytykowanie-fajnie tak stać z boku,za nic nie odpowiadać….i nagłaśniać błędy..Ale to nie czas na to……,nie ten moment przed ważnymi wyborami….

    2. Ma Pan całkowitą rację,to nie moment na taki jazgot wobec obecnej władzy!!!Oni muszą mieć czas na “ogarnięcie” tego bagna po pisowskiego.Ale Pan Paweł K. tego po prostu nie chce /nie może zrozumieć i bez przerwy wali w D.Tuska na oślep!! Ogólnie Obywatele RP jakoś nie mogą zaakceptować sytuacji w jakiej się znajdujemy i my-Polacy i obecny rząd i mają tylko wymagania bez odrobiny zrozumienia.Najłatwiej jest krytykować i filozofować nie znając dogłębnie spraw,sytuacji a jednocześnie za nic nie odpowiadać.Byłam dla tego ugrupowania przez lata pełna szacunku,popierałam każdą demonstrację ale teraz nie rozumiem ich intencji i zachowania!!Niszczą a nie budują ,a przecież nie o to walczyliśmy przez 8 lat !!

      1. Tego, czy to jest, czy nie jest czas, zupełnie nie jestem pewien. Ostrożniej wydało mi się założyć, że to nie czas — choć, wie Pani, w ciągu 8 lat PiS przeżyliśmy kilka kampanii wyborczych, o których z góry wiedzieliśmy, że będą przegraner, wiedzieliśmy, dlaczego, proponowaliśmy partiom rozwiązania, te nie chciały słuchać — a od “swoich” przez cały czas słyszeliśmy “to nie ten czas”.

        Równocześnie dokładnie ta nasza postawa — jeśli nie poprzemy, wygra PiS — cały ten szantaż powodował zachowania, które politycy dobrze znali i chętnie wykorzystywali. Wiedzieli, że za żaden własny błąd nie zapłacą, “bo wygra PiS”. To powodowało, że naszego sprzeciwu w ogóle nie brali pod uwagę we własnych rachubach, licząc zamiast tego wyłącznie na zyski po pisowskiej stronie społeczeństwa. Naiwne to były rachuby, ale one trwają.

        Oczywiście pójdę głosować, ale — wie Pani — właśnie się przekonałem, że nie istnieje nic, żadne zło, przed którym nasi politycy by się nie cofnęli dla własnych korzyści. Czasem te korzyści okazywały się realne, częściej jednak nie. Pójdę głównie dlatego, że w tych wyborach chodzi także o Europę. O to, żeby prawicowe, antyamerykańskie i prorosyjskie frakcje nie zdołały się w niej umocnić.

        Mój chocholi taniec polega, proszę Pani, właśnie na próbach dokonania tego wyboru w sytuacji, w której liberałowie zaczynają się zachowywać jak konfederaci. O granicy mówią już przecież tym samym językiem. I niestety działają.

        Czas jest potrzebny i my go dajemy. Na granicy jednak żadnego czyszczenia przedpola nie ma. Jest przeciwnie. Zbiorowa histeria natomiast — po naszej stronie — ksenofobiczne, nienawistne i okrutne komentarze wczorajszych demokratycznych ideowców — to wszystko jest dziełem właśnie obecnego rządu. Z tym jakoś zdążyli.

        W sumie zatem żaden z powodów mojego wiecznego utyskiwania nie unieważnia Pani zasadniczej tezy — dziś trzeba iść i głosować. Ma Pani rację. Piekielnie trudno jest znaleźć odpowiedź na pytanie na kogo, ale da się ją znaleźć.

        Proszę sobie darować teksty o staniu z boku i krytyce bez odpowiedzialności. Do kogo jak do kogo — z całą pewnością z mnóstwa powodów nie do mnie takie teksty. Liczę natomiast, że po wyborach z podobnymi tekstami, jak do mnie dzisiaj, zwróci się Pani do rządzących o opamiętanie, wierność zobowiązaniom, prawu, elementarnej przyzwoitości.

  2. EHH. Nie będzie nic o lewicy i prawicy. Krótko skończcie z tym pseudohumanitarną propagandą. Należe zmienić nieco optykę. Jednostki przechodzące przez granicę traktować jak rysyjską amunicję krążącą ( bo tym w rzeczywistości są ci “uchodźcy”). Ajak nie rozumiecie jak to działa i dlaczego wasza polityka wpuszczania i wysyłki jest niebezpieczna nie tylko dla polski ale i UE proponuję poczytać i zastanowić się. Co do treści artykułu nie zgadzam sie co do meritum proponowanego postępowania na granicy. Wszestkie rządzące obozy wykazały sie dyletanctwem

    1. Nie wiem, jak się traktuje amunicję, a jeszcze mniej wiem, jak rosyjską, ale podejrzewam, że nie jest Pan fanem rozwiązań humanitarnych. Ponieważ więc “dzieli nas wszystko”, tym bardziej Panu dziękuję, bo daje Pan szansę rozmowy racjonalnej. Naprawdę bardzo już dawno czekam na szansę takiej rozmowy. Między innymi rozmowy z dwóch stron wewnętrznej polskiej barykady — o tym, że być może wodzowie w tej wojnie robią z nas wszystkich wała…

  3. Amunicja krążąca rodzaj pocisków aktywnie szukających celów. W miarę mozliwośći niszczy się przed atakiem z ich strony.
    Nie jestem po żadnej strony polskiej barykady. Jak coś robią dobrze mają moje poparcie, jeśli nie…
    Czy zastanowił się pan o co jest ta cała awantura? O pieniądze. Chodzi o maksymalne obciążenie i destabilizację i tak lichej polskiej gospodarki. Świat stacza się ku wojnie, która jest praktycznie nieunikniona (dyskusja po co to zupełnie inna sprawa- tu przyjmijmy to jako taki mały aksjomat). Więc kraj będący następnym celem dobrze jest osłabić. Hordy obcych (uchodźcy z wymieszanymi dywersantami z odpowiednią legendą mogą dość skutecznie zakłócić funkcjonowanie społeczeństwa. Widać to dobrze we Francji, Szwecji czy Belgii gdzie element obcy kulturowo (a to tylko emigracja zarobkowa bez większej ilości celowej dywersji) sprawia poważne problemy społeczno ekonomiczne. A są to kraje bogate z dobrze ugruntowaną demokracją. Co się stanie jak zaleje nas fala uchodźców, której nikt nie będzie w stanie kontrolować. Pisze pan, że to tylko kilka tysięcy, tych samych ludzi. Ok. Po otwarciu granic nagle zjawi ilość liczona w dziesiątkach i setkach tysięcy „uchodźców”. Z wmieszanymi jeszcze dywersantami. Co za problem sprowadzić na Białoruś odpowiednia ilość potencjalnych imigrantów. Dwa tygodnie. To będzie rzeka, która zaleje wszystko. Ile Polska będzie w stanie ogarnąć 100000, 300000?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Chociaż przesuńcie ten płot, idioci…

Płot na granicy dostarcza rozstrzygającego dowodu nie tylko w sprawie etyki, która dziś nikogo nie obchodzi, „bo wojna” i „bo wybory”, ale również w sprawie rozumu. Rządzili i rządzą nami ludzie bezrozumni.

Czytaj »

Panie Premierze,

Nie mam na kogo głosować. Ale to pół biedy. Ilekroć się odezwę, zewsząd słyszę „odczep się od Tuska”. To zaś powoduje, że mojej Polski nie ma. Nie zdołał tego sprawić Kaczyński, sprawił to Pan. Chcę, żeby Pan to wiedział.

Czytaj »

Jak będzie?

Będziemy wszyscy wspierać nasz rząd. Słusznie. Bo to jest właśnie nasz rząd. Tak chcieliśmy przez osiem lat. I tak wybraliśmy. Nie będziemy dbać ani o ustrój, ani o legalistyczną, konstytucyjną ortodoksję. Nie będziemy dbać również o zaniechania. Też słusznie – możliwości są, jakie są, nie da się tego ignorować, jak to zrobiła Helsińska Fundacja w sprawie telewizji. Skutek będzie jednak taki, że na tym etapie będziemy zarówno wspierać autorytarny model państwa, jak i mobilizować emocje do politycznej wojny z prawicą. Każdy postulat trwałej naprawy polskiej demokracji stanie w ostrym konflikcie z bieżącą pilną potrzebą utrzymania władzy demokratów. Dopóki w wojnie o władzę będziemy wygrywać, będzie nieźle, co nasze dzisiejsze myślenie usprawiedliwi. Źle będzie, kiedy przegramy. Będzie gorzej niż w przegranych znanych nam z przeszłości. I być może rzeczywiście tak już musi być.

Czytaj »

Urok rządów PiS

– Andrzej, no ok – oświadcza Donald Tusk – niech rządzi Mateusz. Będziemy konstruktywną opozycją. Ale jedno weto choćby najmniej ważnej naszej ustawy i Mateusza wypierdalamy.

Czytaj »

8 lat pogoni za Chimerą

Wypada mi uznać, że przez osiem lat goniłem za chimerą prawdziwej i trwałej demokracji. Powinienem się tego wstydzić — jestem w końcu już dużym chłopcem. No, nie wstydzę się. Tylko co z tego?

Czytaj »